11 sierpnia 2026

Blokowanie nielegalnych treści – przepisy, na które czekamy

Regulacja dotycząca zarządzania treściami w Internecie jest bardzo pożądana w naszym porządku prawnym. Brak odpowiednich przepisów pozbawia obywateli ochrony przed nielegalnymi treściami, hejtem, czy patostreamerami. Opóźnienia w tym zakresie są już znaczące. Choć pojawiło się światełko w tunelu, aktualne projekty ustaw są na tyle skomplikowane, że trudno mówić o przejrzystości postępowań.

Na początku czerwca Rada Ministrów zatwierdziła dwie ustawy wdrażające Digital Services Act (DSA) i skierowała je do Sejmu. Chodzi tu o projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw nr 140 (zawierający regulację spraw organizacyjnych DSA) oraz o projekt nr 141 zawierający mechanizmy nakazów blokowania i odblokowania treści z DSA.

Warto na wstępie zaznaczyć, że jest to już druga próba rządu wdrożenia w Polsce DSA i regulacji zarządzanie treściami w Internecie.

Przyjrzyjmy się jak ma wyglądać procedura blokowania nielegalnych treści w Internecie zgodnie z projektami rządowymi. Na wstępie uprzedzam jednak, że projektowane przepisy w tym zakresie są bardzo zawiłe.

Wszczęcie procedury

Procedurę wszczyna Usługobiorca, czyli zwykły obywatel. Po wykryciu w Internecie treści, którą uznaje za nielegalną (katalog treści nielegalnych znajduje się w ustawie wdrażającej nr 141), zgłasza żądanie jej usunięcia dostawcy usług hostingowych. Ma to zrobić zgodnie z procedurą „notice and action” określoną w art. 16 i 17 DSA.

Zanim przejdę do kolejnego punktu, zaznaczę, że już tutaj pojawia się pierwsze wyzwanie – ani DSA, ani ustawy wdrażające DSA nie precyzują, o jaki typ hostingodawcy chodzi. Wyjaśniam więc, że chodzi tu o dostawcę platformy internetowej, a nie o standardowego hostingodawcę, który jedynie dostarcza przestrzeń na swoich lub cudzych serwerach.

Wynika to z faktu, że hostingodawca, który nie jest dostawcą platformy internetowej, nie ma możliwości weryfikacji na swoim serwerze treści wskazanej jako nielegalna. Taką możliwość ma wyłącznie dostawca platformy internetowej, jako agregator upublicznianej treści, i to on powinien ocenić, czy dana treść jest nielegalna oraz czy należy ją usunąć.

Obywatel na długiej drodze

Jeśli po zakończeniu procedury „notice and action” zgłoszona treść nie zostanie usunięta, obywatel będzie miał prawo skierować do Prezesa UKE wniosek o wydanie decyzji nakazującej jej usunięcie. Alternatywnie – jeśli chodzić będzie o nielegalne treści na platformie udostępniania wideo – będzie mógł ją skierować także do Przewodniczącego KRRiT.

Taki wniosek rozpoczyna formalne postępowanie administracyjne, dlatego spełniać musi ustawowe wymogi formalne, czyli m.in. wskazywać lokalizację zgłaszanych treści (na platformie internetowej w konkretnej domenie internetowej, a nie serwer, na którym te treści się znajdują) oraz potwierdzać skorzystanie z procedury „notice and action”. Złożenie wniosku do Prezesa UKE lub Przewodniczącego KRRiT powinno przy tym nastąpić w terminie 14 dni od dnia otrzymania decyzji dostawcy platformy internetowej odmawiającej zablokowania nielegalnej treści. Co może być ważne – na tym etapie nie ma potrzeby wskazywania podmiotu będącego właścicielem/autorem nielegalnych treści.

Prezes przejmuje inicjatywę

Następnie Prezes UKE informuje dostawcę platformy internetowej o zgłoszeniu nielegalnych treści w jego serwisie. Należy przy tym zwrócić uwagę, że Prezes UKE nie informuje o postępowaniu użytkownika, który zamieścił na platformie internetowej zgłaszane treści. Obowiązek poinformowania właściciela/autora nielegalnych treści spoczywa na dostawcy platformy internetowej, co stanowi najsłabszy element całej procedury.

Dlaczego? Otóż dostawca platformy internetowej może po prostu nie posiadać danych właściciela/autora zgłaszanych treści. Może też przekazać mu informację w sposób nieskuteczny lub ze znacznym opóźnieniem. W efekcie w postępowaniu dotyczącym uznania treści za nielegalną nie będzie uczestniczył główny zainteresowany, za jakiego można chyba uznać właściciela/autora tej treści.

Samo postępowanie w sprawie uznania treści za nielegalną będzie odbywać się w trybie znacznie przyspieszonym (od 7 do 21 dni). To dobre tempo, niemniej problemem tej części procedury jest to, że organem oceniającym nielegalność treści ma być Prezes UKE (lub Przewodniczący KRRiT). To podmioty, które w mojej opinii, nie mają możliwości merytorycznej oceny badanych treści!

To drugi słaby punkt procedury, ponieważ część nielegalnych treści będzie związana z mową nienawiści czy ochroną dóbr osobistych, a więc z kwestiami o charakterze subiektywnym. Z tego też powodu, po uwagach Prezydenta, zdecydowano, że decyzja Prezesa UKE co do zasady nie będzie miała rygoru natychmiastowej wykonalności (z wyjątkiem wąskiego katalogu treści związanych m.in. z pedofilią). Oznacza to, że decyzje nakazujące blokowanie treści będą wykonalne dopiero po zakończeniu postępowania sądowego lub po upływie terminu na wniesienie sprzeciwu do sądu powszechnego.

To trzeci słaby punkt procedury, ponieważ część nielegalnych treści będzie miała charakter oczywisty, a ich usunięcie z Internetu powinno stanowić priorytet i następować możliwie szybko (np. w przypadku treści godzących w dzieci, czy zachęcających do samobójstw czy samookaleczeń).

Czas na sprzeciw

Termin na wniesienie do sądu powszechnego sprzeciwu od nakazu usunięcia treści wynosi 14 dni od dnia jego doręczenia. Nie jest długi, więc teoretycznie dobre tempo nadal zostanie utrzymane. W dalszym ciągu występuje jednak problem skutecznego doręczenia nakazu usunięcia treści jej właścicielowi/autorowi. Należy również podkreślić, że dostawca platformy internetowej, który będzie uczestniczył w postępowaniu nakazowym, nie będzie miał żadnego interesu w zgłaszaniu sprzeciwu od nakazu blokowania treści, których nie jest właścicielem.

Oznacza to, że wbrew zastrzeżeniom Prezydenta, większość nakazów będzie wykonalna bez prowadzenia postępowania sądowego.

Co jednak w sytuacji, gdy dostawca platformy internetowej nie będzie chciał współpracować z Prezesem UKE? Wówczas organ wydający nakaz będzie miał możliwość nakazania blokady nie tylko nielegalnych treści, ale również całej domeny internetowej, na której te treści się znajdują.

Ma się to odbywać za pośrednictwem rejestru domen internetowych prowadzonego przez Prezesa UKE. Obowiązek stosowania takiej blokady będzie wykonywany przez polskich przedsiębiorców telekomunikacyjnych świadczących usługę dostępu do Internetu. Jest to dość skuteczny mechanizm blokujący, znany już z ustawy o grach hazardowych. Problemem jednak jest fakt, że oba rejestry będą działały niezależnie od siebie, co nie sprzyja konsolidacji i przejrzystości regulacji blokowania nielegalnych treści.

➡️Zachęcamy do zapisania się  na nasz biuletyn 📩

📣W biuletynie KPM eksperci przedstawiają aktualności ze świata rynku mediów i podpowiadają jak przygotować się na zachodzące zmiany.